A miało być tak pięknie... plan noworoczny zakładał przynajmniej jeden wpis tygodniowo, i co.... i dno. Znowu zaniedbałam blog, tym razem nie z mojej winy, choć tyle mam na usprawiedliwienie:)) Remont łazienki i kuchni wygonił nas skutecznie z domu. Ostatnie trzy tygodnie spędziłam razem z moimi łobuzami pod Gdańskiem, przygarnięta przez kuzynkę:)) Pan mąż dzielnie wyburzał kolejne ściany, wycinał w żelbecie futryny, zrywał posadzki i podwieszał sufity, sąsiedzi zdecydowanie nas nienawidzą :P
W działaniach robótkowych natomiast znaczna poprawa:)) Wprawdzie
Wisterii jeszcze nie skończyłam (kolejny plan wziął w łeb), ale zostało już naprawdę niewiele i niedługo pochwalę się ukończoną.
W listopadzie podziwiałam na blogu
Ines wykonaną przez nią bransoletkę i sama postanowiłam zrobić sobie podobną. Tak więc jak to ja, pooglądałam sobie filmiki instruktażowe, zamówiłam tony:))) koralików i zabrałam się do pracy.
na jednej się nie skończyło i tak powstała kolejna...
i kolejna
i jeszcze jedna:))))
i to na pewno nie jest koniec :D :D
Mam nadzieję, że komuś udało się nie zasnąć i dobrnąć do końca tego wpisu:))) W sesji dzielnie towarzyszyły mi dwa prezenty gwiazdkowe, które pokochałam miłością wielką i teraz będą pojawiać się częściej, oby nie ciągle:)) :P
Chciałabym też powitać nowych obserwatorów, cieszę się, że mój blog mimo niezbyt częstych postów jest dla Was ciekawy, tak więc rozgośćcie się :))
Miłego zimowego wieczoru!!!